Strona główna > Od nas, Przegląd prasy, Ratownictwo > Ratownicy medyczni – jakie mają mieć uprawnienia?

Ratownicy medyczni – jakie mają mieć uprawnienia?

Przegląd prasy: Ratownik medyczny po dwóch latach policealnego studium nie powinien mieć tych samych uprawnień co ratownik po trzyletnich studiach licencjackich na uczelni medycznej – uważają specjaliści w dziedzinie medycyny ratunkowej – donosi Rynek Zdrowia.

Na łamach Gazety Rynek Zdrowia prof. Juliusz Jakubaszko, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej przyznaje, że jednakowe traktowanie ratowników medycznych po uczelni medycznej i po studium, do którego można się dostać bez matury, jest ewenementem na skalę europejską. Więcej na: www.rynekzdrowia.pl

W cytowanej Gazecie, w komentarzach, które najczęściej pochodzą od ratowników medycznych możemy się jednak dowiedzieć, że zdania na ten temat są bardzo podzielone. Jakie wykształcenie powinien mieć ratownik medyczny? Wystarczy policealne studium czy powinien mieć za sobą licencjat? Czy NFZ powinien brać to pod uwagę przy konkursach na ratownictwo medyczne? Właśnie trwają konsultacje społeczne dotyczące tych konkursów.
Zapraszamy do dyskusji.

nomimos

Reklamy
  1. lelele
    04/09/2012 o 10:00

    zgadzam się z logos studium nie jest takie złe taż mam obie szkoły za sobą i bede chwalił studium zawsze

  2. ojtamojtam
    03/09/2012 o 20:45

    podobno „pewna” firma zatrudnia lekarzy z ratunkową i wysko specjalistycznych ratowników jedynie na potrzeby konkursu, prawda to?

  3. logos
    01/09/2012 o 13:02

    Mam za sobą obie te szkoły.
    Studium nauczyło mnie bardzo dużo. Kładziono nacisk na praktyczny aspekt naszej pracy, mówiono o konkretach. Oczywiście znaleźli się też tacy, którzy sprytnie prześlizgnęli się przez tę szkołę – dla papieru.
    Akademia/Uniwersytet medyczny szkolił na wyższym poziomie – to fakt, ale pod względem teoretycznym. Praktycznych ćwiczeń było jak na lekarstwo za to wielogodzinne wykłady, na których jeden wykładowca zaprzeczał drugiemu, ciągnęły się w nieskończoność.
    Ogromnym plusem było to, że jeśli komuś naprawdę zależało to miał styczność z wysokiej klasy specjalistami z konkretnych dziedzin i zawsze mógł dopytać, poradzić się, rozwiać wątpliwości – jak to na studiach.

    Różnica pomiędzy tymi szkołami, w moim przypadku, była taka, że po studium wyszliśmy z ugruntowanymi podstawowymi zasadami i pewnymi, bardzo ważnymi, odruchami.
    W szkole wyższej bardzo trudno jest o jednolity przekaz. Student nie wie jak „powinno być”, bo każdy specjalista powie mu coś innego. W ten sposób wielu z moich znajomych ze studiów, którzy wcześniej nie mieli styczności z wytycznymi, algorytmami i schematami gubi się na wstępie i pozostaje zagubiona do momentu, w którym nie uda się na konkretne, organizowane obecnie na dużą skalę, płatne kursy.

    Przyznam, mimo, że czas studium wspominam dużo lepiej i darzę tę konkretną szkołę oraz jej kadrę ogromnym szacunkiem, że biorąc pod uwagę tryb i poziom nauczania w innych szkołach policealnych jestem za ich likwidacją….

    Tego typu szkoły stały się już „fabrykami” ratowników, których liczby nikt nie kontroluje. Produkcja na skalę masową, za pieniądze, bo często w trybie wieczorowym/zaocznym lub inaczej kombinowanym, nigdy nie przynosi pozytywnego efektu…

    Nie zapominajmy jednak, że prawo nie działa wstecz…. znam też niejednego ratownika po tego typu szkole, z bardzo wysokimi kwalifikacjami. Świadomych odpowiedzialności jaką ponoszą, bezustannie szkolących się, stających na wysokości zadania. Ratownicy po studium są i nie znikną. Mają swój potencjał, który należy odpowiednio wykorzystać inaczej środki przeznaczone na ich szkolenie pójdą na marne, a na to nas nie stać…Ratownik pracujący w systemie będzie miał duże trudności w wygospodarowaniu czasu na dodatkowy rok nauki, podejrzewam, że płatnej….

    Trzeba przyznać, że aktualnie mamy duży problem z poziomem wiedzy ratowników ponieważ jest on bardzo nierówny. Uważam, że podczas kontraktowania, BEZWZGLĘDNIE, powinno brać się pod uwagę poziom wyszkolenia ratowników medycznych, bo jak to mówiono o nas w czasie gdy powstawała ustawa – jesteśmy, chcąc, nie chcąc, filarami tego systemu.
    Należy przydzielać punkty za staż w Zawodzie, ale nie w PR jako takim, brać pod uwagę poziom wykształcenia (studium, licencjat, być może też magisterium) oraz kursy specjalistyczne. Najlepszym przydzielać funkcję kierownika zespołu. Egzaminy wstępne do pracy i na stanowisko kierownika ZRM powinny być normą. Dysponentowi powinno zależeć na wykwalifikowanej kadrze, jednak jak to osiągnąć? Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje się obarczenie go przynajmniej częściową odpowiedzialnością cywilną…System to jeden organizm… W przypadku gdy ratownik pracuje na zasadach samozatrudnienia, dysponent może niemal całkowicie umywać ręce… Rozsądny dysponent będzie szanował i dbał o kapitał ludzki jaki posiada, ale do tego potrzeba wyższej kultury biznesu, która u nas raczkuje, a w systemie została już niemal całkowicie wyeliminowana poprzez dotychczasowe kontraktowanie….

    Problem w tym, że kursy kosztują…dużo.
    Wyjść jest co najmniej kilka:
    – dodatek na doskonalenie zawodowe
    – dotacje unijne (już wykorzystywane, jednak na skalę nieodpowiadającą rzeczywistemu zapotrzebowaniu)
    – obarczenie odpowiedzialnością dysponentów – wtedy kontraktowana suma musiałaby być odpowiednio większa…,a nie „rażąco niska”.

    Bez mocnych, pewnych filarów, system nie ustoi na własnych nogach, a mógłby….

    Do poprawy jest bardzo dużo, jednak kierunek zmian wydaje się nieprawidłowo obrany, bo przecież, żeby podjąć trafną decyzję trzeba mieć jakieś podstawy, dane, z których wyciąga się wnioski, a jak na ten moment, obserwuję ślepe Wzorowanie się (a nie inspirowanie) na innych systemach dużo bogatszych krajów i rzucanie nieuzasadnionych merytorycznie pomysłów. To Nasz kraj, nasze uwarunkowania i możliwości. Potencjał mamy ogromny, udowodniliśmy to już nie raz. W system wtłoczono ogromne pieniądze i w momencie gdy zaczynał się docierać rozpoczęto oszczędności – na filarach…
    Pytanie co z tym potencjałem zrobią decydenci i łaskawi konsultanci, czy dostrzegą ten potencjał i w porę opamiętają się – jedyne co możemy zrobić to pisać, pisać i pisać – więc piszę.

    Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.

    • toto
      03/09/2012 o 20:14

      dobrze powiedziane! Cała prawda

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: